Daily Archives: 09/02/2013

RELACJE Z WYJAZDU ALBATROSÓW

Po kilku wspaniałych dniach w przepięknym ośrodku w Popowie-Letnisko, społecznośćwróciliśmy do codzienności. I choć wszystko wokół jest takie samo, praca, ludzie, mieszkanie, szkoła, i Warszawa jak zawsze w pędzie, to każdy, kto spędził tych kilka dni w „Górnej izbie” w katakumbach przy kominku, wrócił odmieniony, bogatszy o kolejne doświadczenia Bożej obecności i Bożego działania. Duch przyszedł w cichym powiewie wiatru. Przyniósł Słowa pociechy dla każdego, utwierdził w tym, co już dawno zostało nam objawione, zachęcił do dalszego działania. (zobacz więcej tutaj )

Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego:
1. BOGU – On nigdy nie zawodzi! Gdy Go szukaliśmy, dał się odnaleźć. Przemawiał do nas, oczyszczał, uzdrawiał, odnawiał!
2. Księdzu Łukaszowi za otwarte serce i gościnę, za niedzielne Słowo, które idealnie wkomponowało się w nasze rekolekcje :)
3. Wszystkim pracownikom ośrodka za wspaniałą atmosferę, życzliwość i pyszny obiadek :)
4. Albatrosom za atmosferę jaką stworzyli, współpracę, modlitwy, śpiew i świetne humory.
 
komendant szczepu
phm. Katarzyna Kowalska
 

A OTO KILKA ŚWIADECTW:

Pakując rzeczy do samochodów, sprzątając i spacerując raz jeszcze po terenie ośrodka w Popowie-Letnisko czuliśmy się tak jakbyśmy spędzili tam nie 3-4 dni, a co najmniej 13-14. Tyle się w tym czasie wydarzyło, chociaż nie biegaliśmy całym zastępem po lesie, nie było gier terenowych, ani nocnych alarmów. Naszą obecność w okolicznej puszczy zaznaczały tylko pojedyncze ślady spacerów sam-na-sam z jej Stwórcą. Bóg-Tato dał nam czas radosny i spokojny, mówił, uzdrawiał, przynosił wolność, obdarowywał, a przy tym wszystkim będąc razem w Jego obecności i głębiej poznając naturę i działanie Ducha Świętego mogliśmy śmiać się i czuć się wyluzowani. To był naprawdę błogosławiony czas budowania relacji z Bogiem i ze sobą nawzajem.
Ze mną osobiście Bóg przepracował głęboko tkwiący w sercu temat zranień sprzed dobrych paru lat, z czasów kiedy biegałam nie po sosnowych lasach, a po skalnych płaskowyżach Nowego Meksyku, ścigana przez kolibry, skorpiony i grzechotniki. :) Odnowił dawne marzenia, mówił o tym kim jestem w Nim, utwierdzał w obdarowaniach. Dostałam też kilka prezentów-niespodzianek. :) Wszyscy widzieliśmy wyraźnie, że On sam przygotował ten wyjazd specjalnie dla każdego z nas.
Teraz działamy, starając się o to by to, co dostaliśmy wydawało owoce i czekając na kolejny raz…nie taki sam, ale tak samo obfity.
dh. Fabiola
 
Nie mogłam się doczekać soboty. Żeby to wszystko zostawić, wyjechać i skupić się tylko na Bogu, słuchać Jego głosu, oczekiwać na Jego działanie. Zanim wyjechaliśmy… pamiętam zmęczenie, niechęć do pakowania, niepokój, głównie jeśli chodzi o relacje, a jednocześnie wielką nadzieję i oczekiwanie, że Pan będzie działał, przemawiał, że zrobi coś, czego nigdy nie zapomnę. Że zwyczajnie da pokój i radość.
Wyjechaliśmy. Przykryta plecakiem, jedzeniem i mundurem, spoglądając przez zaparowaną szybę, chciałam, żeby ta podróż trwała wiecznie. Ale dotarliśmy. Jeśli oczekujemy łaski, Pan daje o wiele więcej niż potrafimy sobie wyobrazić. Minuta po minucie przeżywałam Jego miłość. Miłość wielobarwną; otulającą i kojącą, ale jednocześnie wymagającą i nie byle jaką, nieobojętną, świętą, ale ciepłą i przyjazną. Każda chwila miała sens. Mówił trudne rzeczy. Że droga z Nim nie jest łatwa, że przeprowadzi przez ogień. Że trzeba walczyć i się nie poddawać. Ale zapewniał, że nie opuści, że będzie obok, że będzie trzymał za rękę. Że mimo przeciwności warto z Nim iść. A przede wszystkim, tak po prostu, że wszystko wie, że rozumie strach i obawy. Cierpliwie tłumaczył to, czego nie rozumiałam i dał odwagę, żeby podjąć ważne decyzje.
Tymczasem pieśni, śpiewane prawie bez przerwy, spontanicznie, między jedną modlitwą a drugą, przy kominku, na społecznościach, w pokoju, w czasie posiłków, ciągłe żarty, zabawne komentarze, życzliwość wszystkich Albatrosów (i nie tylko), pozwalały się odprężyć, zrelaksować. W czasie spaceru po lesie, kiedy mogłam przebywać sama z Panem, śnieg, sosny, tropy zwierząt, błękitne niebo i światło słońca chylącego się ku zachodowi, sprawiały, że uwielbienie dla Stwórcy rodziło się samo.
Wróciłam do domu gotowa na walkę, szczęśliwa i wdzięczna. Przepełniona Jego miłością. Z pragnieniem, by bardziej się zbliżać, uważniej słuchać i naprawdę nieustannie przebywać w Bożej obecności. Moja Biblia wciąż trochę pachnie ogniskiem, a Pan mówi, że kocha, chroni i nie porzuci.
dh. Ania